Rozdział 2 -Nareszcie weekend
Dni mijały. Praktycznie nie zmieniało się nic. Codziennie rano. Wstawanie, kąpiel i do sali tronowej. Ahh jaka to monotonność. Ale tak tylko przez 5 dni.
Weekend. To dopiero niesamowity dzień. Cały wolny, spokojny dzień. Na całe szczęście jest tu tak jak na ziemi. Czyli fast fudy, kafejki, butiki. A wszystko tak tanio. Chodziłyśmy cały dzień w siódemkę. Lucyfer odpoczywał w zameczku. Najpierw zahaczyłyśmy o piekielne CCC. Kupiłyśmy sobie szpilki by mieć w czym chodzić po sali tronowej. No i oczywiście jak to Lucyfer mówi "Dobra noc zależy od wysokości szpilki."
Potem balerinki. Następnie przeniosłyśmy się do butiku z ubraniami. Cały dzień. Wolne!
Po udanych zakupach wróciłyśmy na zamek.
-No to co teraz robimy?-zapytałam
-Hmmm... Może muzyka kilka butelek alkoholu i Lucek?-zaproponowała Koan.
-Na alkohol i muzykę mogę się zgodzić. Ale no wiesz. Po alkoholu mogą się dziać różne rzeczy.-powiedziałam to ja. Tak ja 14 latka która za życia brzydziła się nikotyną, alkoholem czy też prochami. Teraz mogłam sobie pozwolić. I tak nie zniszczę sobie życia.
-A co tam fajnie będzie. -uśmiechnęła się Rei
-No może fajnie ale dobrze wiecie że Lucyfer i alkohol to złe połączenie. -uświadomiłam im . Ale im to nie przeszkadzało.
-Ech no dobra ale jak się obudzę rozdziewiczona to was zabije.
-Dobra dobra. Dziewojo nie martw się. My się nim zajmiemy. -zakomunikowała Esmeralda.
-No mam taką nadzieje.
Godzinę po. Wszyscy oczywiście najebani w 3 dupy bawią się na całego. Nawet ja.
Rano.
Wstałam z wielkim bólem głowy. Pokój był masakrą. Spałam w objęciach Lucyfera. Szybko wstałam i cofnęłam się. Lucyfer w tym momencie otworzył swe fioletowe oczy. Nadal był pijany. I właśnie takim krokiem podszedł do mnie. Złapał mnie za nadgarstki i wyciągną z pokoju.
-Lucyfer ~sama jesteś pijany.
-Japa!-wrzasnął pijany.
-A...ale...-za jąkałam się
-Żadnych ale. -wciągną mnie do swojego pokoju.
Złapał mnie w tali i przyciągnął bliżej. O wiele bliżej niż przypuszczałam. Wziął mnie na ręce, podszedł ze mną do łóżka i powoli na nim położył. Moje serce biło jak szalone. Zawisł nade mną.
Był... Piękny. Przełknęłam ślinę a on zbliżył się do mnie znów. Nasze nosy powoli się zaczynały stykać. Był za blisko. W końcu poczułam coś czego bałam się. Nie chciałam by teraz to robił. Chciałam to zrobić gdy stanie się ten pierwszy raz. Pocałował mnie. Na początku wyrywałam się z objęć jego warg. Ale coś... Coś mnie pokusiło. Oddałam pocałunek. Niepewnie. Już wiedziałam. Zakochałam się w nim. Ale on jest.. Nie. On nie zakocha się we mnie.
Przestałam go całować.
-Proszę... Przestań. -błagałam.
-Ci..-przyłożył mi palca do ust.
-Ale Lucyfer~sama. Obiecałeś. Obiecałeś.-do oczu podchodziły mi łzy.
Próbowałam uciec. W końcu udało mi się. Wybiegłam i uciekłam do naszego pokoju.
Dziewczyny już nic spały. Strasznie dyszałam. Płakałam.
-Obiecałyście. I co? Lucyfer prawie mnie zgwałcił.
-Hę? Ej nie płacz.-powiedziała Koan.
-Jak mam nie płakać Lucuś mnie chciał zgwałcić. Obiecałyście.
-No już nie płacz.-Caravella podeszła do mnie i mnie przytuliła.
-Ale...ale... On mnie...-nadal płakałam. -Obiecał... Obiecał mi.
-Ciii.. Przepraszam to my miałyśmy go pilnować.-przeprosiła ją Caravella
-Nic ci nie będzie. Jesteś z nami.-odpowiedziała Koan.
Kilka godzin później.
Lucyfer podszedł do mnie.
-Te no... Ten... Przepraszam. -powiedział.
Widać było że pierwszy raz przepraszał.
-Emm no nic się nie stało.-powiedziałam speszona.
-Ehh.. No..ten.. Mogę jeszcze raz?
Gdy to usłyszałam to wiedziałam o co mu chodzi. Więc niepewnie odpowiedziałam.
-P...p...pewnie.
Lucyfer zbliżył się do mnie. Powoli. A moje serce biło jak szalone. W końcu to poczułam. Jego usta delikatnie stykały się z moim. Czułam to ciepło. To jak mnie obejmuje. W tle słyszeliśmy wiwaty. Nie obchodziły mnie one. Wiedziałam że to tak przelotnie. Oddałam pocałunek. A Lucyfer powoli wepchnął do mojej buzi język. Czerwona nie wiedziałam co zrobić. Lecz po chwili się temu poddałam. Po kilku chwilach się oderwał. Pomiędzy naszymi ustami pojawiła sie stróżka śliny która nas łączyła. Po chwili znikła.
-No to ja.. Już pójdę.
-Nom. To my dalej sprzątamy.-uśmiechnęłam się.
-Nom to pa.
-Nom p...pa.
C.D.N.
Weekend. To dopiero niesamowity dzień. Cały wolny, spokojny dzień. Na całe szczęście jest tu tak jak na ziemi. Czyli fast fudy, kafejki, butiki. A wszystko tak tanio. Chodziłyśmy cały dzień w siódemkę. Lucyfer odpoczywał w zameczku. Najpierw zahaczyłyśmy o piekielne CCC. Kupiłyśmy sobie szpilki by mieć w czym chodzić po sali tronowej. No i oczywiście jak to Lucyfer mówi "Dobra noc zależy od wysokości szpilki."
Potem balerinki. Następnie przeniosłyśmy się do butiku z ubraniami. Cały dzień. Wolne!
Po udanych zakupach wróciłyśmy na zamek.
-No to co teraz robimy?-zapytałam
-Hmmm... Może muzyka kilka butelek alkoholu i Lucek?-zaproponowała Koan.
-Na alkohol i muzykę mogę się zgodzić. Ale no wiesz. Po alkoholu mogą się dziać różne rzeczy.-powiedziałam to ja. Tak ja 14 latka która za życia brzydziła się nikotyną, alkoholem czy też prochami. Teraz mogłam sobie pozwolić. I tak nie zniszczę sobie życia.
-A co tam fajnie będzie. -uśmiechnęła się Rei
-No może fajnie ale dobrze wiecie że Lucyfer i alkohol to złe połączenie. -uświadomiłam im . Ale im to nie przeszkadzało.
-Ech no dobra ale jak się obudzę rozdziewiczona to was zabije.
-Dobra dobra. Dziewojo nie martw się. My się nim zajmiemy. -zakomunikowała Esmeralda.
-No mam taką nadzieje.
Godzinę po. Wszyscy oczywiście najebani w 3 dupy bawią się na całego. Nawet ja.
Rano.
Wstałam z wielkim bólem głowy. Pokój był masakrą. Spałam w objęciach Lucyfera. Szybko wstałam i cofnęłam się. Lucyfer w tym momencie otworzył swe fioletowe oczy. Nadal był pijany. I właśnie takim krokiem podszedł do mnie. Złapał mnie za nadgarstki i wyciągną z pokoju.
-Lucyfer ~sama jesteś pijany.
-Japa!-wrzasnął pijany.
-A...ale...-za jąkałam się
-Żadnych ale. -wciągną mnie do swojego pokoju.
Złapał mnie w tali i przyciągnął bliżej. O wiele bliżej niż przypuszczałam. Wziął mnie na ręce, podszedł ze mną do łóżka i powoli na nim położył. Moje serce biło jak szalone. Zawisł nade mną.
Był... Piękny. Przełknęłam ślinę a on zbliżył się do mnie znów. Nasze nosy powoli się zaczynały stykać. Był za blisko. W końcu poczułam coś czego bałam się. Nie chciałam by teraz to robił. Chciałam to zrobić gdy stanie się ten pierwszy raz. Pocałował mnie. Na początku wyrywałam się z objęć jego warg. Ale coś... Coś mnie pokusiło. Oddałam pocałunek. Niepewnie. Już wiedziałam. Zakochałam się w nim. Ale on jest.. Nie. On nie zakocha się we mnie.
Przestałam go całować.
-Proszę... Przestań. -błagałam.
-Ci..-przyłożył mi palca do ust.
-Ale Lucyfer~sama. Obiecałeś. Obiecałeś.-do oczu podchodziły mi łzy.
Próbowałam uciec. W końcu udało mi się. Wybiegłam i uciekłam do naszego pokoju.
Dziewczyny już nic spały. Strasznie dyszałam. Płakałam.
-Obiecałyście. I co? Lucyfer prawie mnie zgwałcił.
-Hę? Ej nie płacz.-powiedziała Koan.
-Jak mam nie płakać Lucuś mnie chciał zgwałcić. Obiecałyście.
-No już nie płacz.-Caravella podeszła do mnie i mnie przytuliła.
-Ale...ale... On mnie...-nadal płakałam. -Obiecał... Obiecał mi.
-Ciii.. Przepraszam to my miałyśmy go pilnować.-przeprosiła ją Caravella
-Nic ci nie będzie. Jesteś z nami.-odpowiedziała Koan.
Kilka godzin później.
Lucyfer podszedł do mnie.
-Te no... Ten... Przepraszam. -powiedział.
Widać było że pierwszy raz przepraszał.
-Emm no nic się nie stało.-powiedziałam speszona.
-Ehh.. No..ten.. Mogę jeszcze raz?
Gdy to usłyszałam to wiedziałam o co mu chodzi. Więc niepewnie odpowiedziałam.
-P...p...pewnie.
Lucyfer zbliżył się do mnie. Powoli. A moje serce biło jak szalone. W końcu to poczułam. Jego usta delikatnie stykały się z moim. Czułam to ciepło. To jak mnie obejmuje. W tle słyszeliśmy wiwaty. Nie obchodziły mnie one. Wiedziałam że to tak przelotnie. Oddałam pocałunek. A Lucyfer powoli wepchnął do mojej buzi język. Czerwona nie wiedziałam co zrobić. Lecz po chwili się temu poddałam. Po kilku chwilach się oderwał. Pomiędzy naszymi ustami pojawiła sie stróżka śliny która nas łączyła. Po chwili znikła.
-No to ja.. Już pójdę.
-Nom. To my dalej sprzątamy.-uśmiechnęłam się.
-Nom to pa.
-Nom p...pa.
C.D.N.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz